O autorze
Artur Dębski - Przedsiębiorca i aktywny działacz samorządowo – społeczny, pomysłodawca referendum warszawskiego. Emocjonalnie związany ze Stolicą i powiatami okołowarszawskimi widzący w nich część Metropolii Warszawskiej. Współzałożyciel Ruchu Palikota. Poseł na Sejm Rzeczpospolitej Polskiej, członek Komisji do Spraw Służb Specjalnych aktywnie działający na rzecz bezpieczeństwa narodowego. Nie spocznie zanim Antoni Macierewicz nie poniesie zasłużonej odpowiedzialności za dotychczasową działalność.

Sprawa znaków towarowych

W tym tygodniu ukazało się kilka artykułów opisujących sprawę, w której jestem stroną. Miałem nie komentować tego do momentu zakończenia postępowania w sądzie, ale jak się wydaje, powinienem chociaż opisać przebieg wydarzeń.

Od czego zacząć ? Chyba od początku.

W lutym 2011 roku czyli ponad 3 lata temu do mojej firmy w Jankach zapukali panowie policjanci. Poinformowali o konieczności przeprowadzenia rewizji pomieszczeń biurowych oraz magazynowych. Naturalnie się zgodziłem i po kilku minutach do 600-700 metrowego magazynu przyjechało ok . 9-10 osób. Panie i panowie policjanci z wydziału PG komendy w Pruszkowie.



Firma nie była wielka ale regularnie płaciła ok 100-200 tys. VAT i podatki od dochodu.
Zaopatrywaliśmy w dość tanie artykuły hurtownie w całym kraju. Kilkunastu klientów z Litwy, Łotwy, Estonii . Ktoś z Czech i Słowacji . Także z Ukrainy. Polska policja gospodarcza rozpoczęła czynności związane z rewizją. Nie wiem jak to określić. Huragan, tornado czy inny kataklizm. Po tej rewizji magazyn wyglądał jak wysypisko śmieci.

W magazynie znajdowało się około 600-700 tys. szt. rożnych towarów. Dużo?
Niedużo. Bywało, że mieliśmy na tzw. stoku ponad milion szt. jakichś rzeczy do sprzedania. Z tej ilości po rozpieprzeniu wszystkiego w drobny mak państwo policjanci uznali za podejrzane ok. 12 tys szt. Głównie wózków na zakupy. Takie torby na kołach dość powszechnie używane przez osoby starsze. Były też malutkie portfeliki, etui na telefony czy kosmetyczki.

12 tysięcy sztuk z ponad pół miliona po takiej rewizji. Po trwających kilka godzin czynnościach oczywiście stawiłem się na komendzie w celu złożenia zeznań. Wszystko jest w aktach sprawy. Moje zachowanie, zeznania policjantów i policjantek. W najmniejszym stopniu nie utrudniałem przeprowadzenia czynności.

Wspólnik był w Chinach i myślał, że sobie żarty robię i go wkręcam ale jakoś do śmiechu mi nie było. Zwłaszcza, że przez kilka dni z chłopakami doprowadziliśmy magazyn do jako takiego wyglądu. To był początek tej sprawy tak szeroko opisywanej przez rożne media.

W kolejnych dniach ze wszystkimi dokumentami : fakturami na zakup towarów w Chinach, dowodami odpraw celnych i kwitami z niemieckiego urzędu celnego (każdy importuje do Hamburga bo nie jest zmuszany do płacenia VAT z góry) oraz innymi żądanymi dokumentami stawiłem się na komendzie. Było tego dość dużo.

Oczywiście po kilku dniach zdecydowaliśmy o tym, że będzie nas reprezentował prawnik.
Po pewnym czasie znalazłem w skrzynce awizo : sąd !!! Wyrok nakazowy w imieniu Rzeczpospolitej: 40 godzin prac społecznych miesięcznie przez kilka miesięcy oraz chyba 400 zł grzywny. Wtedy sprawa dla nas zaczęła się na dobre. Obydwaj dostaliśmy szału.

Dajesz pracę ludziom, płacisz miliony VAT, podatek dochodowy w dziesiątkach tysięcy miesięcznie. Oczywiście odwołanie od wyroku i sprawa zaczęła się od nowa.
Wiem, że w takiej sytuacji tysiące ludzi w kraju ( jeżeli nie dziesiątki tysięcy ) machnęły ręką ale nie my. Od dziecka użeraliśmy się na Stadionie X- lecia z różnymi instytucjami.
Policją, skarbówką, złodziejami kieszonkowymi, nygusami od haraczu i innymi. Kto by ich pamiętał wszystkich. Dlatego tak wielką mam w tej sprawie determinację.


Celowo wymieniam ich razem bo wtedy nie było różnicy (czy bandyci czy państwo). Stadion był szkołą życia a spędziłem na nim 7 lat. Do 2004 roku. Potem już ani razu tam nie pojechałem. To materiał na książkę i nie lubię do tych czasów wracać właśnie z tych przyczyn. Szkoła życia kazała nam się bronić na śmierć i życie.

Po odwołaniu sąd nakazał zwrot akt sprawy do prokuratury. Ten sam sąd który nas skazał na prace społeczne po odwołaniu zwrócił sprawę do prokuratury.

Prokuratura powołała rzeczoznawcę i po jego ocenie towarów z 12.000 szt które nie spodobały się państwu policjantom zwolniono 9000. Też ciekawe. 3/4 rzeczoznawca uznał za nienoszące śladów podobieństwa. Za noszące uznał ok 3 tys sztuk.
Jakiś były celnik z Pomorza. Nie kwestionując jego kwalifikacji chcieliśmy powołać 3 niezależnych, bo dysponowaliśmy własną ekspertyzą w tym zakresie jednego z bardziej znanych rzeczników patentowych w Polsce.

Oczywiście będziemy się bronić w tej sprawie do końca. Starałem się opisać wszystko w największym skrócie i mam nadzieję, że nie macie za złe komentowania sprawy w toku ale nie mam wyboru. Załączam 2 zdjęcia rzekomego produktu Burrberry.


Ps.
1. Towar został legalnie wprowadzony na europejski obszar celny i wszelkie opłaty zostały odprowadzone zgodnie ze stawkami.
2. Żaden z produktów nie miał oznaczenia nazw firm chronionych przez prawo.
3. Wszystkie były oznaczone zgodnie z prawem i przepisami : importer, adres, nazwa produktu, kraj pochodzenia oraz numer katalogowy.
4. Żeby wykończyć rodzimy biznes czy to malutki czy większy nie potrzebujemy kryzysu.
Mamy przecież : Sanepid, Państwową Inspekcję Handlową, Państwową Inspekcję Pracy, Urząd Celny, Policję Gospodarczą . Czasem US jeszcze swoje dołoży.

Nawiasem mówiąc kiedyś sanepid zakwestionował nam partię portfeli męskich. Takich po 5 złotych. Stwierdzono, że w okienku na zdjęcie jest za dużo kadmu i jak ktoś to zeżre to się może zatruć. Musiałem je zniszczyć mimo naklejki, że nie są przeznaczone do jedzenia.

3 lata, wiele rozpraw. W pierwszej instancji wyrok może być różny ale nie zamierzam odpuszczać. Za dużo czasu, pieniędzy, nerwów oraz zszargana przez niektóre media opinia. To tyle, chociaż nie bardzo miałem ochotę to pisać.
Trwa ładowanie komentarzy...