Otóż ośrodek ten zajmuje się bezdomnymi. Zapewnia nocleg, czyste ubranie, trzy posiłki dziennie oraz w razie potrzeby bilet powrotny do kraju z którego pochodzi osoba szukająca u nich pomocy. To dość skomplikowane jeżeli chodzi o warunki jak można tam się dostać, ile przebywać i jaką pomoc otrzymać. Wszystko zależy od indywidualnego przypadku.
Na 22 miejsca w chwili obecnej przebywa tam 20 osób. W tym 9 Polaków.
Rozmawiałem z dwoma i to była trudna rozmowa. Byli dość zaskoczeni i nieufni ale jakoś przełamaliśmy lody i jeden z nich pozwolił opowiedzieć swoją historię.
Przyjechał w maju 2004 już po wejściu do Unii. Jako, że był dobrym kierowcą znalazł w dość krótkim czasie pracę. Przez pewnien czas wszystko było w porządku i oczywiście ten okres wspomina naprawdę dobrze. Potem przyszedł problem alkoholowy. Zaczął pić. Bardzo dużo pić. Próby ratowania nie udały się i wylądował na ulicy. To dramat który przeżywa do dzisiaj chociaż nie pije od 11 miesięcy. Pytany o to czy nie chce wrócić odpowiedział, że próbował ale w kraju nie ma nikogo i nic. Musiałby zacząć od zupełnego zera. Nie oceniam tego bo doskonale znam problem alkoholizmu. To bezlitosna choroba i bardzo niewielu osobom udaje się z niej wyjść na dobre. Dlaczego zaczął pić ? Tłumaczył to przerażającą nudą oraz tym, że czuł się naprawdę samotny. Znacznie młodszy ode mnie wyglądał na wiele starszego.
Rozmowa trwała 20 minut i rzuciła inne światło na to cudowne życie osoby która wyjechała za granicę. Naprawdę wrażenie strasznie przygnębiające. W wieku 39 lat człowiek zupełnie przegrany a jeszcze kilka lat temu wydawało się, że świat ma u stóp.
Kolejny facet nie pozwolił cytować nic oprócz tego, że przyjechał jako alkoholik i nic tego nie zmieni. Pije i będzie pił.
Z rozmowy z dziewczyną z Serbii oraz polskim asystentem wynika, że główną przyczyną kłopotów osób z innych krajów jest alkoholizm i dotyczy tak naprawdę wszystkich nacji.
Jest nas tu po prostu więcej niż innych - dlatego problem jest odczuwalny w statystykach ale teraz w takich ośrodkach przebywają osoby przede wszystkim z Rumunii czy Bułgarii chociaż naszych też trochę jest. Mimo, że ośrodek był naprawdę czysty i schludny to robił wrażenie przygnębiające.
Mieszkam u Elżbiety. Nie chce abym o niej mówił zbyt wiele. Jakoś dzięki uprzejmości dobrych ludzi dotarliśmy do Wandsworth i mamy pokój za 28.5£ na dwie noce. Nie wiem czy tu zostanę więc uzgodniłem tylko dwie noce. Jedno małe łóżko i śpiwór ale za to cena naprawdę dobra za dwie osoby. Poznaliśmy się na spotkaniu z Januszem i Ryszardem w POSK i przed chwilą skończyła opowiadać swoją historię. Jest dość późno i się zagadaliśmy ale rownież wg niej nie jest tak różowo i fantastycznie jak wynikało to ze słów moich wczorajszych rozmówców.
Przyjechała 12 lat temu jak jeszcze były wizy. Za mężem i z malutkim wówczas 4 letnim synkiem.
Jeszcze nie było możliwości podróżowania bez wiz ale sprzedali wszystko i przyjechali do Anglii.
Początki bardzo trudne. Zerowa znajomość języka, brak jakiejkolwiek orientacji i uwagi, które usłyszałem po raz pierwszy.
Tym bardziej trudno, że po pewnym czasie musiała sobie radzić sama z synem.
Mieszkam u niej w maleńkim pokoiku ( z Przemkiem) i zastanawiam się nad jednym.
NIE MA TAKIEGO pojęcia jak PRZECIĘTNY EMIGRANT. Każdy człowiek to inna historia. Inne koleje oraz inna ocena sytuacji w której się znaleźli.
Ela opowiada o ludziach, którzy mieszkają po 10 osób w 3-pokojowych mieszkaniach.
O tym, że na początku w takim malutkim pokoiku mieszkała z mężem i synem.
Pokój ma 2, 5 na 4 metry. Wiele zajęć od sprzątania do obecnego zajęcia asystentki nauczyciela. Skończyła studia, opanowała język i do tej pory radzi sobie jakoś.
Uważa, że z urzędami nie jest tak różowo jak wszyscy opowiadają. Szczególnie kwestie alimentacyjne przy ustalaniu wysokości zostawiają bardzo wiele do życzenia. Zwłaszcza w ostatnim okresie odczuwa się dość istotną zmianę w nastawieniu urzędników.
Mówi o tym, że wyraźnie da się odczuć niechęć Anglików do Polaków ale i do wszystkich innych obcokrajowców tu mieszkających.
Bardzo by chciała otrzymać dobrze płatną pracę bo obecna choć przyzwoita to niewiele godzin w tygodniu i pieniędzy w efekcie niewiele. 12 lat tutaj jest . Bardzo dzielna kobieta.
Myślała o powrocie. Jeszcze czasem myśli. Znając nasze realia wie jednak, że nie mamy nic do zaoferowania młodzieży aby została w kraju a co dopiero wracającymi z emigracji.
Mieszkanie, praca to przede wszystkim.
Odbyliśmy bardzo ciekawą dyskusję na temat roli kościoła w polskiej społeczności.
Dla niektórych to jedna z przyczyn wyjazdu a dla niektórych jedyne miejsce w którym można nawiązać jakieś kontakty z rodakami. O tych kontaktach to jej słowa bo nie mogę w tej chwili potwierdzić ani zaprzeczyć.
Pytam na koniec : jak można pomóc Polakom tutaj? Jaką rolę powinien odgrywać nasz rząd?
Wymieniła trzy sprawy. Umocnić naszą rolę i pozycję w Unii .Zmienić mentalność - począwszy od urzędów czy instytucji , powinny być dla ludzi.
Oraz najciekawsza - postawić na tzw. time work i zmniejszyć rolę pojedynczego człowieka tak aby liczył się zespół a nie jednostka. Twierdzi, że inne społeczności są bardziej uczynne wobec swoich ludzi.
Tyle historii ilu ludzi. Stereotyp emigranta w mojej ocenie przestaje istnieć. Są tylko najprzeróżniejsze historie konkretnych ludzi a nie jakiś stereotyp. Czy się komuś powiodło czy nie stoi za tym opowiadanie na książkę.
Jedno wiem na pewno. W obecnym czasie przyjazd do Londynu bez przygotowania jest nieodpowiedzialny. Trzeba być sensownie przygotowanym.
Praca, zakwaterowanie oraz tzw. NIN pozwalają mieć komfort psychiczny.
Wszystko to można załatwić przed wyjazdem i nie biegać po Londynie z torbą wypełnioną ciuchami jak piszący te słowa.
Dostałem kilka ofert pracy ale uczciwie przyznaję, że nie mają związku z tym, że jej szukałem.
W Londynie wieści rozchodzą się szybko i sporo osób wie co tutaj robię.
Bez znaczenia. Jestem nieufny i nie wierzę w to co mówią i piszą o Polakach za granicą .Muszę dotknąć i codziennie czegoś nowego dotykam. Mam do nich olbrzymi szacunek. Do wszystkich. Wyjazd do pracy za granicę czy też osiedlenie się tutaj wymaga wielkiej odwagi czy ktoś odniósł sukces czy nie. Na początku była decyzja i o tym własnie piszę. Odwaga.
Ps.
Każdy ze zdziwieniem patrzy gdy mowię, że chcę iść do urzędu założyć firmę .
Nawet kpią nieco i mówią, że chyba mam naprawdę dużo czasu.
Od tego jest internet 15-30 minut i to wszystko. Tzw .KRS otrzymujesz po 2 dniach. Ciekawe to.
